To była jedna  z najgłośniejszych kryminalnych spraw XXI wieku. W ciągu kilku lat grupa porywaczy miała uprowadzić kilkanaście osób. Wśród nich była między innymi  córka znanego biznesmena. Mimo iż rodzina  zapłaciła kilkaset tysięcy złotych okupu, kobieta nie wróciła do domu.  Do wyjaśnienia tego i innych uprowadzeń powołano specjalną grupę policyjną, do której weszli doskonale wyszkoleni funkcjonariusze.  Pracowali wyłącznie nad tą sprawą. W 2005 roku ogłosili sukces: zatrzymali domniemanych porywaczy. Większość zatrzymanych to  osoby znane w przestępczym światku, często odsiadujące wyroki za inne przestępstwa. Wkrótce po rozpoczęciu procesu wiele zarzutów zawartych w akcie poskarżenia okazało się jednak bezpodstawnych. – W ten akt oskarżenia można było każdego wsadzić- powiedział dziennikarzowi Superwizjera jeden z oskarżonych. Twierdzi, że policja nakłaniała go do składania nieprawdziwych zeznań i przyznania się do niepopełnionych przestępstw. Funkcjonariusze mieli go przekonywać, że „ z prokuraturą idzie jakoś załatwić”. Na jaw wyszły także inne naganne działania policjantów . Wśród nich są między innymi przetrzymywanie  w domu dowodów rzeczowych, zastraszanie świadków czy namawianie ich  do wskazywania niewinnych osób jako porywaczy. Jeden z funkcjonariuszy  poinformował żonę porwanego mężczyzny o uprowadzeniu zanim informacja ta dotarła na policję.  Zeznając w sądzie policjanci, pytani o kulisy swoich działań  zasłaniali się jednak niewiedzą bądź niepamięcią. Po dwóch latach procesu sędzia  Piwnik zdecydowała o zwolnieniu  większości oskarżonych aresztu. Uznała że zarzuty na nich ciążące są słabo udokumentowane a błędy popełnione przez policyjną specgrupę- skandaliczne. Sprawa funkcjonariuszy  trafiła do  Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Dziennikarze Superwizjera   dotarli do raportu Biura...

Dodaj komentarz