Obszar chroniony?

Park krajobrazowy to według definicji obszar chroniony ze względu na wartości przyrodnicze, historyczne i kulturowe oraz walory krajobrazowe.

- Miejsce, w którym jesteśmy, było zachwycające, to tu zaczyna się Jura Krakowsko-Częstochowska. W marcu tego roku zobaczyliśmy koparki na zboczu góry. Wcześniej nie było tu żadnej drogi, była zakrzewiona równa skarpa - opowiada Joanna Falkowska-Misiak, mieszkanka okolicy.

Nikt nie wie, co zamierza przedsiębiorca, który jest właścicielem ziemi na terenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego w Krakowie. Teoretycznie nie może tam zrobić prawie nic.

- On robi drogę w sposób nielegalny. Powstają osuwiska, dodatkowo w żaden sposób ich nie zabezpiecza. Przyjechał tu swoim autem terenowym i jeździł w tę i z powrotem, chyba tylko po to, żeby nas rozzłościć. Wezwaliśmy policję, która go zatrzymała. Ale to ponawiał – mówi Krzysztof Żak.

Skarpa, która została pozbawiona ukorzenienia z powodu wycięcia drzew i krzewów, nie jest w żaden sposób zabezpieczona. Teren nie jest oznaczony jako teren budowy ani ogrodzony. Powyżej robót niegdyś był nieużywany, stary kamieniołom i uroczysko z wapiennymi skałami.

- To jest skarpa, która nawet u osób ze średnim rozeznaniem, nie nadaje się do inwestycji budowlanych – mówi Dagmara Gzela, mieszkanka okolicy.

- Na dziś nie wygląda to już jak park, czy kamieniołom, tylko jak plac budowy. A to wciąż przecież jest park krajobrazowy – dodaje Joanna Falkowska-Misiak.

Kara grzywny

Właścicielem terenu jest krakowski przedsiębiorca Zbigniew J. Jego firma zajmuje się budownictwem oraz górnictwem i wydobyciem. Przedsiębiorca nie reagował na liczne interwencje mieszkańców. Wzywana policja prowadziła dochodzenie, ale to nie przeszkadzało biznesmenowi prowadzić dalszych prac.

Do mieszkańców i policji dołączyła także dyrekcja parków krajobrazowych, która wnosiła o ukaranie przedsiębiorcy nie tylko grzywną, ale i zobowiązaniem do przywrócenia terenu do poprzedniego stanu. Sprawa trafiła do sądu. Za zniszczenie terenu parku krajobrazowego i prace bez pozwolenia przedsiębiorca został ukarany przez sąd karą grzywny.

- 400 zł grzywny. Wyrok w tej sprawie jest prawomocny, nie zawiera uzasadnienia. Trudno mi przywołać okoliczności, które zdecydowały o takiej karze – tłumaczy Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie.

Okazuje się także, że policja mogła odwołać się od tej niskiej kary. Jednak nie zrobiła tego.

- Nie odwoływaliśmy się od tego wyroku. Było dla nas satysfakcjonujące, że właściciel terenu został uznany winnym. Wysokość grzywny zostawiliśmy sądowi – tłumaczy Sebastian Gleń z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Dyrekcja parku nie kryje rozczarowania karą i twierdzi, że wnosiła o wyższą grzywnę.

- Kara przede wszystkim powinna być odstraszająca i edukująca. Sąd w tej sprawie powinien wydać odpowiedni wyrok, który będzie odstraszał przedsiębiorcę od kolejnego wykroczenia – komentuje Piotr Dmytrowski z Małopolskiego Zespołu Parków Krajobrazowych.

Jak sprawę komentuje krakowski urząd miasta?

- Ten pan robi te prace samowolnie i na to zgody urzędu miasta nie ma. W tym przypadku urząd ma jednak ograniczone możliwości, dlatego że to obszar parku krajobrazowego, więc to nie nasza działalność. Żeby doprowadzić do wniosku, że doszło do przestępstwa, potrzeba przeprowadzić postępowanie, które prowadzi zespół parków krajobrazowych. Z tego co wiem, policja została poinformowana o sprawie – mówi Dariusz Nowak z Urzędu Miasta Krakowa.

- To jest skandal. Każda budowa wymaga pozwolenia, a wcześniej dokumentacji geologicznej i szeregu innych. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Ten teren nie powinien być w rękach prywatnych – uważa architekt Piotr Bień.

- Każda kara finansowa jest przez takiego pana wkalkulowana w inwestycję. Jeśli mu wyjdzie, że to dalej się opłaca, to żadna grzywna go nie powstrzyma. Jeżeli natomiast nakazano by mu przywrócić ten teren do stanu pierwotnego, to mogłoby go skutecznie powstrzymać – podkreśla Krzysztof Żak.

Ostatniego dnia realizacji reportażu na terenie parku nadal trwały prace. Bezradni mieszkańcy zgłosili sprawę już nie na policję, ale do prokuratury. Będziemy przyglądać się temu tematowi.