Podczas, gdy w Unii Europejskiej wciąż trwają dyskusje, kto i ilu uchodźców miałby przyjąć, pomoc dla tych pięćdziesięciu rodzin, zapewniają osoby prywatne. Na opuszczenie kraju mogą liczyć głównie ewangelicy i baptyści, bo to ich organizacje okazały się najlepiej zorganizowane. – Modliliśmy się do Boga i teraz jesteśmy w kraju, gdzie jest pokój – mówił na lotnisku jeden z mężczyzn. O tym, które rodziny przyjadą do Polski decyduje Syryjczyk Monar Shaded, pastor prezbiteriańskiego kościoła Dobrego Pasterza, który od 40 lat mieszka w naszym kraju. Kiedy polski rząd nie chciał przyznać wiz na stały pobyt rodzinom, które zaprosił pastor, jego córka Miriam założyła fundację Estera. – Myślę, że miałam do tematu właściwe podejście: nie oczekiwałam, że ktoś mi coś podaruje, tylko wolałam wszystko zrobić sama – mówi Miram Shaded. Działająca w Europie i Stanach Zjednoczonych fundacja Baranabasfund, która wspiera chrześcijan w krajach muzułmańskich, przekazała już milion złotych na koszty utrzymania przez rok 160 Syryjczyków w Polsce. To nie koniec: pieniądze będą przekazywane nadal a organizatorzy chcą docelowo sprowadzić do Polski 1500 chrześcijan.
Ci, którzy już przylecieli, pojechali prosto do nowych domów. W ciągu zaledwie  pięciu miesięcy udało się przygotować dla nich mieszkania, w pełni je wyposażyć, zebrać wolontariuszy, którzy się nimi zaopiekują a nawet przygotować dla przybyszy zapasy jedzenia. - Wiemy, że używają bardzo dużo ryżu, kasz, makaronu, pomidorów, dużo słodzą – pokazuje półki pełne jedzenia wolontariuszka, Izabella Godlewska. Kobieta oprowadza nas po byłym zakładzie krawieckim, który został odnowiony przez wolontariuszy i w pełni wyposażony, czeka na trzy syryjskie rodziny. – Wszystko co tu jest, to dary od poznańskich chrześcijan – mówi Godlewska. W nowych domach na Syryjczyków czekają nawet biblie w języku arabskim.
Do Poznania przyjechało 10 rodzin. Będą mieszkać głównie u członków wspólnoty baptystów. Pierwsze spotkania z Polakami były ogromnie emocjonalne. - Pytali dokąd zmierzamy, więc pokazałem im w Internecie zdjęcia Poznania: Stary Rynek, miasto. Jedna z kobiet wyjęła wtedy swój telefon i pokazała swój dom. Tak było dwupiętrowe gruzowisko – opowiada wolontariusz Filip Nadolny. Inna wolontariuszka, Ewa Borucka, opowiada, jak pokazywano jej zdjęcia zmarłych. - Trudno jest porzucić ojczyznę. Część z tych osób zostawiła tam rodziny. Widać ich ogromny dramat. Mamy sygnały, że jednak niektóre rodziny myślą, żeby wrócić – opowiada Borucka.
W tym momencie jednak wszyscy Syryjczycy, którzy przylecieli, złożyli wnioski o przyznanie statusu uchodźców. Od tego momentu przysługuje im opieka socjalna i medyczna od państwa polskiego. Jednak Fundacja Ester przejęła obowiązki związane z utrzymaniem rodzin.
Syryjczyków odwiedził Michael Abdalla, która także jest emigrantem z Syrii. – Dzieci są zachwycone, że w Polsce jest tak zielono. Tam, skąd przyjechały, to rzadkość. Są przyzwyczajone raczej do pustynnego krajobrazu – mówi Abdalla, który od 40 lat żyje w Polsce, jest naukowcem i tłumaczem. Jego rodzina mieszka na terenach zajętych teraz przez Państwo Islamskie. Mężczyzna pokazuje nam swoje zdjęcie z dzieciństwa, na którym jest w towarzystwie kolegów. – Mogę pani powiedzieć gdzie każdy z tych chłopców dziś mieszka. Wszyscy uciekli! To jest właśnie los chrześcijan! Uciekają masowo – mówi z przejęciem. Dla niego ta wojna to osobisty dramat. Michael całe życie marzył tym, że odbuduje dom i zamieszka znowu w rodzinnej wiosce. Teraz wie, że nigdy tam nie wróci. Taki los może spotkać wielu uchodźców z Syrii. - Miałem plan powrotu do kraju. Niestety te miejsca zostały opanowane przez obcych ludzi i chyba powrotu już nie ma. Mój naród rozproszył się po świecie - mówi z rozpaczą.