Skazany na scenę

Mateusz Damięcki wychował się w rodzinie od pokoleń związanej z teatrem. Podobnie jak jego siostra Matylda, poszedł w ślady swojej babci oraz ojca Macieja Damięckiego.

- Im bardziej rosła moja świadomość, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że w życiu bardzo trudno jest trafić na swoje miejsce. Potem okazało się, że moje miejsce znalazło mnie samo. Często widzę ludzi, nie z mojej branży, którzy mają 30-35 lat i dalej się miotają, nie wiedzą, co chcą robić. Ja to wiedziałem już w wieku 10 lat – podkreśla aktor.

Jak mówią rodzice Mateusza, syn był skazany na aktorstwo.

- Mateusz jest osobą bardzo szczerą, porządną, w tym sensie, że zawsze można na nim polegać – podkreśla z dumą Joanna Damięcka.

- To brzmi jak laurka, ale kiedy mówimy o jego cechach, to nie można zapomnieć o tym, że ma wielki talent – dodaje Maciej Damięcki.

Komplementów nie szczędzą mu także inni artyści.

- Mateusz jeżeli może komuś pomóc, to pomoże. To chodząca radość życia. To przede wszystkim człowiek, jeden z moich ulubionych „człowieków”. To humanista z urodzenia, kocha świat, ludzi, teatr, zwierzęta, dzieci, żonę – mówi Krystyna Janda.

- Po prostu równy gość. Zawodowiec, z którym bardzo dobrze się pracuje. Jest dla nas inspiracją – dodaje Antoni Królikowski.

Rodzina przede wszystkim

Mateusz i jego żona, choreografka Paulina Andrzejewska, wychowują dwóch synów. 3-letniego Franka oraz 8-miesięcznego Ignacego.

- Jako ojciec czuję się wyśmienicie. To spełnienie moich marzeń. Kiedy pojawili się chłopcy, okazało się, że w końcu wiem, po co ja to wszystko robię – mówi Damięcki. I dodaje: - Najważniejsze jest dla mnie być z nimi w momentach, które są dla nich przełomowe. Pierwsze słowo, pierwsze krok, pierwszy sukces i satysfakcja z tego powodu.

- W Mateuszu jest dużo dziecka, więc świetnie się z synami rozumie – podkreśla Paulina Andrzejewska.

- Moje największe osiągnięcie życiowe pokrywa się z marzeniem. To są oni obaj – Ignacy i Franek. Dalej mam to marzenie, tylko nie wiem, czy moja żona marzy o tym samym. Chciałbym mieć córkę, ale to pan Bóg kule nosi – śmieje się Damięcki.

„Furioza”

W najnowszym filmie „Furioza” Mateusz Damięcki stworzył niesamowitą kreację chuligana, gangstera Goldena. Na potrzeby tej roli 40-letni aktor przeszedł totalną metamorfozę.

- Dla niego po części musi być uciążliwe to, że jest tak przystojnym, pięknym mężczyzną. Ludzie na pierwszy rzut oka nie widzą w nim tego wszystkiego, co się w nim kryje. W tym filmie pokazał, co naprawdę ma w środku – uważa aktorka Weronika Książkiewicz.

Mateusz Damięcki przygotowując się do roli Goldena codziennie spędzał kilka godzin na siłowni. Wprowadził restrykcyjną dietę. W pięć miesięcy aktor schudł ponad 15 kilogramów.

- Zdarzało mi się rozmawiać z czekoladą, która leżała na stole. Mówiłem jej: „Nie zjem cię. Zjem dopiero za trzy miesiące” – wspomina Damięcki. I dodaje: - Postać Goldena rodziła się w siłowni. Kiedy spędzałem tu długie godziny, z dala od rodziny, chciałem to wykorzystać, więc myślałem o tej roli.

- Sceny walki miał na planie lepiej dopracowane niż kaskaderzy. Pogratulowałem mu, bo wiem ile wysiłku to kosztuje, żeby wyglądało wiarygodnie – podkreśla aktor Tomasz Oświeciński.

Dodaj komentarz