Dzieci zmasakrowały jeża. W oczy miał wbite zapałki

O temacie poinformowaliście nas na #tematdlauwagi

- Kiedy do nas trafił w oczach tkwiły mu drzazgi. Udało się je usunąć, ale jeżyk stracił wzrok – mówi Lena Grusiecka ze Stowarzyszenia Leśne Pogotowie - Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt pod Lublinem. Jeżyk trafił tam na początku sierpnia.

Zwierzę uratował mężczyzna i przywiózł do ośrodka w Jabłonnej. Opowiedział pracownikom, że wybrał się na spacer z psem w okolicach Zamościa. Tam zauważył grupę młodych osób, która znęca się nad jeżem. Dzieciaki uciekły, gdy tylko zobaczyły mężczyznę. Żadnego nie udało się złapać, ani rozpoznać.

- Gdy jeżyk do nas trafił, był bardzo zdenerwowany. Zazwyczaj jeże zwijają się w kulkę i przeczekują zagrożenie. Ten był agresywny – atakował, próbował gryźć. Było widać, że ktoś zrobił mu straszną krzywdę – opowiada pani Lena.

Obecnie jeż jest już w dobrym stanie. Po ponad miesięcznym pobycie w Leśnym Pogotowiu znacznie się uspokoił i zaufał opiekunom. Choć zwierzę jest okaleczone to może się poruszać, bo najważniejszy dla jeży jest węch.

- Rozpoznaje też mój głos. Gdy go wołam, biegnie do mnie jak pies – śmieje się kobieta.

Sprawa trafiła na policję dopiero we wrześniu. Pani Lidia tłumaczy, że opiekunowie z ośrodka wstrzymywali się z zawiadomieniem, bo mężczyzna, który przywiózł jeża, obiecał się tym zająć.

- Ostatecznie stracił chyba zapał i nie poszedł na policję. Wszystko wydarzyło się w lesie – bez oświetlenia, bez monitoringu. Pan pewnie uznał, że na złapanie sprawców nie ma szans i się poddał – mówi Lena Grusiecka.

- My nie odpuścimy. Te dzieciaki powinny wiedzieć, że takie rzeczy nie uchodzą na sucho – dodaje.

Pracownicy Leśnego Pogotowia liczą na to, że jeśli o sprawie będzie wystarczająco głośno, sprawców uda się znaleźć.