87249a9433380e9a22144e1b5f4f3db3,0,1.png

- Mateusz 28 skończyłby 18 lat. Mówił: zarobię sobie na „osiemnastkę”. I tak sobie zarobił, że zginął w wypadku. Jak się pracuje w sadzie, to wraca się okazją, albo na przyczepie z jabłkami. Jechał na przyczepie z jabłkami, jechał tir i w niego uderzył. Zginał na miejscu – opowiada Krystyna Ignasiak, matka ofiary wypadku.

- Żona zadzwoniła do mnie, że brat zginął. Potrącił go samochód, gdy wracał do domu. Jechał rowerem. Za nim jechał pijany chłopak samochodem. Brat poniósł śmierć na miejscu. Gdy spowodowane są wypadki, oni chyba zaraz szukają swoich ofiary. Do nas przyjechał przedstawiciel Unijnego Centrum Odszkodowań – mówi Przemysław Orczykowski, brat ofiary wypadku.

- Pierwsze firmy zgłosiły się chyba drugiego dnia po śmierci Mateusza. Wybrałam Unijne Centrum Odszkodowań, bo byli pierwsi – wspomina Krystyna Ignasiak, matka ofiary wypadku.

Unijne Centrum Odszkodowań to nazwa działającej od kilku lat na rynku łódzkiej spółki, która zajmuje się m.in. pomocą prawną ofiarom wypadków i ich bliskim w zdobyciu jak najwyższej rekompensaty od towarzystw ubezpieczeniowych, w których polisę wykupili sprawcy wypadków. Na pozór Unijne Centrum działa podobnie jak wiele innych tego typu firm na terenie całego kraju.

- Mamy umowę o dochodzenie roszczeń, gdzie są wszelkie szczegóły odnośnie tego, jak co będzie się działo. Na dzień dzisiejszy towarzystwa za sprawę przedsądową płacą praktycznie nic. W stosunku do rozmiaru szkody. Wysyłamy o ponowne rozpatrzenie, ponowne przyjęcie naszego wniosku w inny sposób. Mamy 10 tysięcy spraw o prowadzenie. Zawsze się udaje. Umowa jest sporządzana na 25 procent wynagrodzenia dla nas. Tego nie można negocjować. Firm jest 500 lub więcej, które zajmują się tylko i wyłącznie odszkodowaniami. Natomiast my jesteśmy kancelarią, która się zajmuje całym prawem karnym i cywilnym. Różnica jest taka, że tam pracują osoby fizyczne a tu prawnicy, mecenasi i radcy. Proszę wejść w Internet i zobaczyć, co się dzieje, nie są na przykład wypłacane odszkodowania, firm nie ma, nie ma gdzie zadzwonić – mówi przedstawiciel firmy.

Słowom specjalisty mógłby przytaknąć Zbigniew Chałupka. Dwa lata temu, gdy jechał rowerem w centrum Łodzi, potrącił go samochód.

- Zauważyliśmy na reklamie, że jest Unijne Centrum Odszkodowań. Okazuje się, że logo unijne każdy może sobie przypiąć, ale o tym nie wiedzieliśmy. Tego samego dnia przyjechała pani z umową, zebrała kartotekę. Otrzymałem odszkodowanie w wysokości 6 tys. 200 zł i oni cały czas przetrzymują te pieniądze – mówi Zbigniew Chałupka, poszkodowany w wypadku.

- Zadzwoniłem po pół roku z pytaniem, co się dzieje. Dlaczego nie przesyłają pieniędzy? Powiedzieli, że nie mają numerów konta. Napisałem pismo z numerem. Kolejny raz zadzwoniłem, co się dzieje, znowu żadnej reakcji – opowiada Przemysław Orczykowski, brat ofiary wypadku.

- Góry obiecali, a właściwie nic nie dostałam. W czerwcu wpłynęły pieniądze do Unijnego Centrum Odszkodowań 88 tys. zł. W grudniu przyszło pismo, że dostanę swoje pieniądze w ciągu 14 dni roboczych. Po świętach sprawdzam konto – nie ma nic. Zaczęłam dzwonić do Łodzi. Zaczęli mnie ignorować. Powiedzieli, że pieniądze wpłynęły. Życia Mateusza mi to nie wróci, ale jeśli mają mi pomóc, to dlaczego mam ich nie dostać? – pyta Krystyna Ignasiak, matka ofiary wypadku.

- 30 razy tam byliśmy. Pytałam się pani, kiedy dostaniemy pieniądze. A ona odpowiadała, że zgodnie z umową w ciągu 14 dni roboczych. Mówiłam, że minęło już rok czasu, ale ona odpowiadała na to tak samo – w ciągu 14 dni zgodnie z umową – mówi Mariola Chałupka, żona poszkodowanego.

Pan Zbigniew po raz 31 poszedł do Unijnego Centrum po swoje pieniądze. Okazało się, że od nowego roku biuro jest zamknięte. Przypadkiem, w budynku obok dostrzegł dobrze mu znaną pracownicę Unijnego Centrum. Powiedziała, że teraz nie jest w pracy i przyszła tylko leczyć zęby u wynajmującego lokal w kamienicy dentysty.

Kłamała. Okazało się, że kancelaria ma w budynku drugie, tajne biuro, gdzie pracowników chroni przed oszukanymi klientami szyfrowy zamek.

Zbigniew Edward B. - tak nazywa się prezes i jedyny udziałowiec Unijnego Centrum Odszkodowań. Postać dawnego pracownika firmy z Legnicy o podobnym profilu działalności, który postanowił założyć własną spółkę, nie jest obca łódzkiej prokuratorze.

- W maju ubiegłego roku wszczęte zostało śledztwo. Dotyczy ono przestępstwa polegającego na przywłaszczeniu powierzonego mienia o znacznej wartości. Jest to zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 10 - tłumaczy Krzysztof Kopania, Prokuratura Okręgowa w Łodzi.

Prezesowi Unijnego Centrum nie postawiono póki co zarzutu popełnienia przestępstwa. A on - jak ustaliliśmy - rozszerza swoją rynkową ofertę. Teraz proponuje młodym ludziom szkolenia prawnicze.

Zbigniew B. nie zaprzestał również działalności związanej z pozyskiwaniem odszkodowań. Pod tym samym łódzkim adresem założył kolejną firmę: kancelaria prawa „Precedens”. Właśnie przedstawiciela tej firmy zaprosiliśmy na spotkanie.

- Działamy „pro klient”. Kancelaria Precedens istnieje od niedawna. Natomiast ona przejmuje rzeczy, które w rynku już się działy, czyli umowy, które ktoś kiedyś podpisywały. Przejmujemy sprawy z zewnątrz. 10 tysięcy spraw jest w obrocie. Zakończonych jest około sześciu tysięcy w kancelarii. To jest około roku czasu. To jest świeża kancelaria w sensie nazwy. Natomiast prowadzenie spraw zupełnie inaczej się odbywało. Jest kilka firm, kilka spółek połączonych, które działały razem – opowiada przedstawiciel firmy.

Przedstawiciel Unijnego Centrum udawał, że nie wie, iż za rogiem czeka na niego właściciel firmy, który osobiście przywiózł go na spotkanie.

- Byliśmy umówieni na spotkanie? Zapraszam serdecznie. Będę w firmie jutro o 12 – powiedział nam Zbigniew B., prezes Unijnego Centrum Odszkodowań.

- Wiem, że działalność, czy szyld, pod którym prowadzona jest działalność, uległa zmianie. Konieczne jest zebranie materiału dowodowego, uporządkowanie go. To trwa długo, bo łączy się to z koniecznością pozyskania bardzo obszernej dokumentacji. Dowody, które zostały zebrane dały podstawy do dokonania ocen w tym zakresie. Mamy konkretne zamierzenia, musimy na informacje w tym zakresie poczekać – mówi Krzysztof Kopania, Prokuratura Okręgowa w Łodzi.

Następnego dnia w południe zgodnie z umową czekaliśmy na spotkanie ze Zbigniewem B. w siedzibie jego firmy. Nie przyszedł.

- Pisałam do tego sekretariatu, że nie mogę zapłacić synowi za nagrobek. To chyba sumienie ludzkie kogoś by w końcu ruszyło. To jest już ponad dwa lata jak Mateusz zginął. Ale codziennie jestem na cmentarzu. Ciężko jest… Przyrzekłam sobie, że codziennie światło mu zapalę… - mówi Krystyna Ignasiak, matka ofiary wypadku.

Dzień po realizacji naszego reportażu, prokuratura zatrzymała Zbigniewa B. stawiając mu zarzut przywłaszczenia powierzonego mienia znacznej wartości. Decyzją sądu trafił do aresztu na trzy miesiące. Do prokuratury zgłosiło się już 65 osób, którym firma Zbigniewa B. zabrała ponad 800 tysięcy złotych.

Dodaj komentarz