Warszawa, ulica Długa 5. Przed Wojewódzkim Wydziałem do Spraw Cudzoziemców setki obcokrajowców ustawiają się w kolejce, żeby zalegalizować swój pobyt w Polsce.  Ale nie jest to łatwe.

- My od niedzieli jesteśmy tutaj – mówi jedna z osób.

Oprócz policji, nad tłumem ludzi, którzy czekają na wejście do urzędu, próbują zapanować ochroniarze z zewnętrznej wynajętej firmy.

- Ty kontroluj barierkę, bo jak ci wy… do cię krew zaleje – zwraca się ochroniarz do jednego z cudzoziemców.

- Ostatnio czekałem w poniedziałek od g. 10 w nocy, żeby dostać się we wtorek – mówi Ahmed Abdullah, który mieszka w Polsce od 23 lat.

Natalia przyjechała z Ukrainy pięć lat temu. Jest koordynatorką projektu w Fundacji Open Dialog, która zajmuje się obroną praw człowieka. Formalności związane z legalnym pobytem w Polsce też załatwiała w urzędzie przy ulicy Długiej.

- Dla mnie to był straszny szok. Ja wcześniej robiłam kartę pobytu w tym samym urzędzie. Zawsze tam była normalna kolejka: stajesz, dostajesz numerek, wchodzisz. Zauważyłam, że tam kwitnie biznes, że są tam osoby zaprzyjaźnione z urzędem czy pośrednicy, ale widziałam osoby, które sprzedawały miejsce w kolejce – mówi Natalia Panczenko,  Fundacja Otwarty Dialog.

- Sytuacja jest tragiczna i nie ukrywam tego. Ja się nie dziwię irytacji i zdenerwowaniu. Ofiarami tej całej sytuacji są nie tylko cudzoziemcy ale i nasi pracownicy – tłumaczy Jacek Kozłowski, Wojewoda Mazowiecki.

Na bałaganie przed urzędem bogacą się ludzie, głównie Polacy, którzy za pieniądze oferują miejsce w kolejce.  Jeden tzw. „stacz” może zajmować miejsce dla kilku a nawet kilkunastu osób, które nie widzą innej szansy na dostanie się do środka.

- Ta sytuacja jest znana rzecznikowi praw obywatelskich już od zeszłego roku. Podczas jednego ze spotkań dotyczących ochrony praw cudzoziemców, rzecznik  praw obywatelskich powzięła informację o tej trudnej sytuacji, która dotyczy obsługi interesantów. Przede wszystkim  chodzi o zbyt małą ilość osób obsługujących  cudzoziemców, a fala napływu cudzoziemców do naszego kraju znacząco wzrosła – przyznaje Katarzyna Łakoma, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.
W zeszłym roku wojewodowie w całej Polsce przyjęli od cudzoziemców ponad 65 tysięcy wniosków o legalizację pobytu.  W 2013 roku było ich o ponad jedną trzecią mniej. Prawie połowę z tych wniosków złożyli obywatele Ukrainy. W skali całego kraju, najwięcej próśb o legalizację pobytu przyjął właśnie Wojewoda Mazowiecki.

- Nasi pracownicy mieli problem z wejściem do budynku i rozpoczęciem urzędowania. Tam jest problem, którego nie rozwiążemy bez przeniesienia się wydziału w nowe miejsce, doraźnym rozwiązaniem, które wprowadzamy w najbliższych dniach – dodaje wojewoda.

Wiktoria Demczenko przyjechała z Ukrainy trzy lata temu z mężem, który robi w Polsce doktorat. O nową kartę czasowego pobytu wystąpiła we wrześniu zeszłego roku. Do dziś czeka na decyzję.

- Nie mogę pracować, nie mogę wyjechać, nie mogę nic. Cały czas żyję w zawieszeniu, i ja i dziecko – mówi Viktorya Demchenko, stara się o pozwolenie na pobyt czasowy.

Natalia czeka na rozpatrzenie swojego wniosku od grudnia.

- Dokumenty mam wszystkie oddane, mam przy sobie tylko paszport, nie mam wizy, karta pobytu poprzednia już wygasła, nie mam nawet pieczątki, że ja legalnie znajduje się na terenie Polski. Jedyne co mi pani dała, to numer mojej sprawy. Gdyby gdzieś zatrzymała mnie policja, to nawet nie wiem czy ja udowodnię, że się legalnie tu w Polsce znajduję – mówi Natalia Panczenko, Fundacja Otwarty Dialog.

Dodaj komentarz