Pies przywiązany do drzewa

O temacie poinformowaliście nas za pomocą #tematdlauwagi.

Pies przywiązany do drzewa

Pan Jacek spacerował po lesie w okolicy Wólki Domaniowskiej, około 20 kilometrów od Radomia. Zauważył, że do jednego z drzew przywiązany jest pies. Już z daleka było wiadomo, że nie żyje.

„Brakuje słów, żeby opisać to, co myślałem w tamtej chwili i co widzę nadal przed oczami. Takie obrazy zostają w głowie na bardzo długo”, pisze na profilu facebookowym.

Pan Jacek do swojego postu dołączył makabryczne zdjęcia zwierzęcia. Pies musiał konać godzinami, a może dniami. Wokół widać mnóstwo sierści.

Pan Jacek liczy, że uda się znaleźć właściciela psa lub osobę, która skazała go na śmierć. Prosi o udostępnianie jego wpisu. Na jego apel zareagowało już ponad 33 tysięcy osób.

Pies ledwo dotykał ziemi

W poszukiwania sprawcy zaangażowała się Fundacja „Mondo Cane”, która powiadomiła o przestępstwie, oraz schronisko dla psów w Przysusze. Wolontariusze organizują także zbiórkę. Część pieniędzy zostanie wykorzystana na plakaty informujące o zbrodni, część jako nagroda dla osoby, która pomoże znaleźć sprawcę. Link do zbiórki można znaleźć tutaj >>>

Prezes fundacji Katarzyna Śliwa-Łobacz mówi nam, że jej zdaniem pies musiał być tam co najmniej dwa miesiące. Ktoś przywiązał go do drzewa tak, żeby ledwo dotykał łapami do ziemi. - Został po prostu powieszony - ocenia.

- Gdyby pies został przywiązany do drzewa, mógłby jeszcze „wołać” o pomoc. Tak mógł tylko walczyć o każdy kolejny oddech – mówi prezes Śliwa-Łobacz.

Policja poszukuje sprawcy

W poniedziałek o sprawie dowiedziała się policja w Przysusze. Funkcjonariusze byli na miejscu zbrodni w towarzystwie Powiatowego Lekarza Weterynarii z Przysuchy. To właśnie on zabezpieczył ciało psa do dalszego postępowania.

- Trwają czynności, które mają ustalić, kim był sprawca – mówi st. asp. Aneta Wilk.

Osoby, które mogą pomóc w odnalezieniu sprawcy proszone są o kontakt z policją w Przysusze.

Prezes fundacji „Mondo Cane” mówi, że poszukiwania są intensywne. Wydrukowano już ponad setkę plakatów, które znajdą się na niemal każdym płocie w okolicy.

- Ktoś na pewno wie, kto to zrobił – uważa Katarzyna Śliwa-Łobacz.