Koty porzucone w pudełku

Kartonowe pudełko było szczelnie zaklejone. Gdyby nie pracownik schroniska, koty zadusiłyby się w środku lub zdechłyby z głodu.

- Do schroniska przychodzi dużo paczek. Nasz pracownik pomyślał po prostu, że ktoś ją zgubił. Nie spodziewał się, że w środku mogą być żywe koty – mówi Agnieszka Kacparska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt „Arkadia” w Głownie.

- Paczka była podrzucona na drodze prowadzącej do naszego schroniska. Myślę, że ktoś liczył na to, że ją znajdziemy – dodaje kobieta. Na pudełku nie było żadnego adresu ani nazwiska.

Koty znajdują się teraz pod opieką pracowników Przytuliska Głowno. Pracownicy mówią, że są przerażone – chowają się w kącie swojej klatki. Fizycznie nic im jednak nie dolega. Czekają na nowe domy.

Pracownicy Przytuliska Głowno podkreślają, że wystarczy przyjść do schroniska i poprosić o pomoc. „Nawet jeśli nie możemy akurat przyjąć kotów, to zawsze pomagamy szukać nowych domów”, czytamy na profilu facebookowym schroniska.

Problemem jest brak świadomości

Podrzucanie zwierząt pod schroniska to powszechna praktyka. Osoby, które decydują się na taki krok, albo boją się problemów, z którymi mogą się zetknąć na miejscu, albo wręcz są odsyłane z miejsca do miejsca.

- Fundacje i schroniska pękają w szwach i nie mają możliwości przyjęcia kolejnych zwierząt. Gdy taka osoba zostanie odesłana z kwitkiem z kilku fundacji, w końcu w desperacji pakuje koty w pudełko i je porzuca – mówi Agnieszka Kacperska.

Jak zaznacza prezes „Arkadii”, największym problemem jest brak świadomości Polaków.

- Gdyby koty były sterylizowane, podrzuconych zwierząt byłoby mniej. Robi się błędne koło – mówi Agnieszka Kacperska. Dodaje, że nie wszyscy wiedzą, że poszczególne gminy oferują bezpłatną sterylizację.

- Każda gmina ma program zapobiegający bezdomności zwierząt. Informacje można znaleźć na stronach internetowych. Wystarczy odrobina dobrej woli - mówi.