Konkurs

Tegoroczny Festiwal Off Camera rozpoczął się w piątek 29 kwietnia. W repertuarze znaleźć można filmy z różnych części świata i retrospektywy najwybitniejszych twórców światowego kina niezależnego.

Nagrodą w konkursie głównym jest czek na 25 tysięcy dolarów. Poznamy też najlepszy film polski, najlepszego aktora i najlepszą aktorkę. Jedną z nominowanych w tegorocznym konkursie jest Maria Dębska, która została doceniona za rolę Kaliny Jędrusik w filmie „Bo we mnie jest seks”.

- Było wiele głosów krytycznych, że do roli Kaliny Jędrusik jestem za mała, za duża, za gruba, za chuda. Były to uwagi głównie od kobiet. Przyszedł moment, w którym powiedziałam: chrzanić to, chrzanić krytyków i tych, co wiedzą lepiej. Zrobię to po swojemu – opowiada Maria Dębska.

Dzięki filmowi postać Kaliny Jędrusik wróciła do nas z dalekiej przeszłości i znowu inspiruje kobiety.

- To jest super w festiwalach, że się na nich okazuje, że robimy to dla ludzi. Że to nie jest jakaś moja potrzeba, żebym stała w blasku fleszy i żeby mnie filmowano. Po tym filmie napisało do mnie wiele kobiet: „Boże, chciałabym przeżyć tak choć jeden dzień”. Odpisuję: „Czemu jeden dzień? Można przeżyć całe życie na własnych warunkach”. Lubię też bronić tego filmu, kiedy komuś się nie podoba. Lubię się kłócić o filmy – zdradza Dębska.

Na Festiwalu Off Camera nie brakuje cenionych twórców, ale są też debiutanci - młodzi twórcy dopiero wchodzący na salony kina.

- Może się zdarzyć tak, że szansa w tym zawodzie nie przyjdzie. Od samego początku, kiedy zdajemy do szkoły teatralnej, mierzymy się z tym lękiem, bo kandydatów jest bardzo dużo, a miejsc bardzo mało – podkreśla Magdalena Żak, aktorka. I dodaje: - Dla nas obecność na tym festiwalu w Krakowie, nominacja, to duża nobilitacja. Czuję się, jakbym wygrała.

W konkursie nominowanych jest siedemnastu aktorów - od debiutantów po gwiazdy. Kto wygra, dowiemy się już w niedzielę.

Wojciech Smarzowski - debiutant

Na tegorocznym Festiwalu Off Camera debiutuje, jako przewodniczący konkursowego jury, reżyser Wojciech Smarzowski.

- W jury byłem w szkole średniej, w filmach amatorskich i to cały mój dorobek. Teraz zacząłem oglądać filmy – śmieje się Smarzowski. I dodaje: - To festiwal kina niezależnego, a to bardzo ważne, bo kino niezależne zmienia świat. Lubię oglądać takie filmy, których sam nie potrafiłbym nakręcić. Poza tym kieruję się emocjami. Kino to emocje. Wykalkulowane, koncepcyjne kino średnio mnie interesuje.

Na festiwalu gości też niegdyś najjaśniejsza gwiazda polskiego kina i teatru telewizji - Ewa Wiśniewska.

- W zawodzie aktora bywa tak, że można dostać nagrodę, po czym przestać występować. To jest szczęście. Mój ojciec, skrzypek, mówił mi, że najważniejsza jest praca, talent i właśnie szczęście – mówi Wiśniewska.

Aktorka podkreśla, że najprzyjemniejsze w festiwalach są dla niej spotkania z publicznością i właśnie to skłoniło ją do przyjazdu do Krakowa. Sama nie lubi gal, czerwonych dywanów, ścianek i festiwalowego blichtru.

- Nie znoszę słowa „gwiazda”, wolałam być nazywana aktorką, bo to słowo łączy się z zawodem. „Gwiazda” nie łączy się z niczym – uważa aktorka.

Ostatnie projekcje filmowe będą trwały do późnego wieczora w niedzielę, a galę finałową będzie można oglądać w niedzielę o 16:25 w TVN.

Dodaj komentarz