Niespełna rok temu obok domu pani Edyty stanęły dwa wiatraki – jeden na działce należącej do syna burmistrza, a drugi na ziemi wiceburmistrza Kleczewa. Zgodę na postawienie urządzeń wydał wiceburmistrz. I choć było to -niezgodne z przepisami, urzędnik nie poniósł odpowiedzialności.

- W mojej sprawie nie wydarzyło się nic ciekawego. Poza tym, że jeszcze w grudniu urzędnicy wydali zezwolenie na postawienie kolejnej elektrociepłowni, tym razem na działce 155, sąsiadującej z moją działką – opowiada pani Edyta.

Kobieta po dwóch latach walki o usunięcie wiatraków z jej sąsiedztwa jest na skraju wytrzymałości nerwowej. Postanawia odwiedzić wiceburmistrza w obecności naszej kamery.

- Przepisy jasno mówią, kto jest stroną w tej sprawie, a kto nie jest. Pani nie jest, dlatego nie rozmawialiśmy z panią na temat tego, czy powinniśmy wydać to pozwolenie czy nie – wyjaśnia Stanisław Maciejewski, wiceburmistrz Miasta i Gminy Kleczew.

Jednak wcześniej, kiedy postawiono pierwsze wiatraki, pani Edyta była stroną w postępowaniu, co potwierdziły wyroki sądów administracyjnych. Teraz, choć sprawa dotyczy tej samej działki, wiceburmistrz upiera się, że pani Edyta stroną jednak nie jest. O co chodzi? Nim urzędy wyższego szczebla uznają rację pani Edyty, kolejny wiatrak będzie już stał.

Postępowanie wiceburmistrza Maciejewskiego kontrolowały kolegia odwoławcze i administracyjne wszystkich instancji. Postępowanie prowadziła także prokuratura w Koninie. Śledczy nie zostawili na urzędniku suchej nitki.

- Zastępca burmistrza jako funkcjonariusz publiczny niewątpliwie działał na korzyść interesów burmistrza gminy Kleczewa oraz swojego. Postąpił nieetycznie ponieważ wykorzystał swoje uprawnienia zawierając na początku umowę dzierżawy gruntów, która przecież nie mogła zostać zrealizowana, po czym zaangażował się osobiście w proces zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego po to aby w przyszłości czerpać korzyść majątkową z realizacji wyżej wymienionej umowy  - napisał prokurator w dokumentach dotyczących tych pierwszych dwóch wiatraków.

W ciągu ostatnich czterech lat liczba wiatraków stawianych w Polsce wzrosła niemal trzykrotnie. W 2009 roku było ich trzysta jeden, a w 2013 – już osiemset trzydzieści pięć. Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli aż co trzeci wiatrak postawiony jest na gruncie należącym do wójta, burmistrza lub pracownika gminy.

- Osoby, które decydują o lokalizacji inwestycji w wypadku gdyby inwestycja miała się pojawić na gruntach do nich należących powinny się wyłączyć z tej decyzji. Powinien być jasny zapis na ten temat. Jeśli ktoś tak nie robi, to my nazywamy to mechanizmem korupcjogennym – mówi Paweł Biedziak z Najwyższej Izby Kontroli.

Przypadek z Kleczewa w sumie został kilkakrotnie wymieniony w najnowszym raporcie NIK jako przykład nieetycznego zachowania samorządowców. Sprawa wiceburmistrza Kleczewa trafiła także do CBA.

Prokuratura uznała, że wiceburmistrz nie miał prawa podpisać się pod decyzją w sprawie postawienia wiatraka na swojej działce. Ale sprawę umorzyła uznając, że nie doszło do złamania prawa, bo w tym przypadku nie ma pokrzywdzonych. Niestety, nikt z prokuratury nie chciał wypowiedzieć się przed kamerą w sprawie wiceburmistrza.

- Jeżeli ktoś jest urzędnikiem, to jemu już nie wolno nic poza tym zrobić? Tak, działałem we własnej sprawie i do tego błędu się przyznaję. Ale łatwo stanowiska nie oddam, bo tyle lat pracuję i uważam, że więcej dobrego niż złego tej gminie zrobiłem. A jeżeli mam grunty, w które ktoś chce inwestować, to dlaczego miałbym ich nie przeznaczać na te inwestycje – wyjaśnia swoje postępowanie Stanisław Maciejewski, wiceburmistrz Miasta i Gminy Kleczew.

W Sejmie od ponad dwóch lat leży projekt ustawy dotyczącej stawiania wiatraków. Mimo że dwie największe partie porozumiały się co do treści nowych przepisów, ustawa wciąż jest zmieniana.

- Nie ma jednoznacznych przepisów. Nikt nie rozumie jak te wadliwe stosować. Chaos o bałagan, w którym to bałaganie świetnie nauczyli się  poruszać inwestorzy.  W Polsce rzeczywiście jest eldorado. Ale na pewno będzie zapis o możliwości demontażu tych, które są szkodliwe dla okolicznych mieszkańców. My nie możemy wybierać pomiędzy interesem określonej grupy biznesmenów, a życiem i zdrowiem obywateli – wyjaśnia Anna Zalewska, posłanka PIS i współautorka ustawy o farmach wiatrowych.

Dodaj komentarz