Bawili się na własnym weselu, gdy ich dom wybuchł

W czerwcu 2021 roku Elżbieta i Adam Wawrzyniakowie brali ślub. Podczas wesela, około godziny 23, ktoś powiedział im, że w ich domu doszło do wybuchu.

- Myśmy myśleli, że to są takie żarty młodzieży, że niby coś się zdarzyło. Ale po chwili dowiedzieliśmy się, że to jednak prawda. Że dom nie ma ściany, jest jakby po pożarze – opowiadał pan Krzysztof, znajomy pary.

Po pożarze i zawaleniu się ściany dom państwa Wawrzyniaków nie nadawał się do zamieszkania. Nakazano jego rozbiórkę. Straty wyceniono na blisko 288 tys. złotych.

Zobacz reportaż Uwagi! >>>

Wyrok

Okazało się, że zniszczenia spowodowało podłożenie w domu substancji łatwopalnej. Niedługo potem zatrzymano Bogdana W., sąsiada pary oraz Mikołaja O., mężczyznę, któremu W. miał zlecić podłożenie substancji.

- Jednemu z nich prokurator przedstawił zarzut spowodowania pożaru zagrażającego zdrowiu i życiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, poprzez wrzucenie przez okno piwnicy budynku jednorodzinnego substancji łatwopalnej, a następnie jej podpalenie. Drugi z mężczyzn usłyszał zarzut kierowania popełnieniem czynu zabronionego, poprzez zlecenie podpalenia domu, wskazanie czasu i miejsca oraz dostarczenie substancji łatwopalnej, obiecując w zamian korzyść majątkową w postaci pieniędzy w kwocie 5 tys. zł - mówiła Ewa Obarek z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

W styczniu 2023 roku proces obu mężczyzn dobiegł końca. Obaj zostali uznani za winnych. Bogdana W. skazano na 8 lat więzienia, a Mikołaja O. na 6 pozbawienia wolności. Skazani mają również zapłacić poszkodowanej rodzinie 600 tys. złotych zadośćuczynienia.

Wyroki nie są prawomocne.

Powodem był konflikt o ziemię?

Co miało kierować Bogdanem W., gdy zlecał innemu mężczyźnie podpalenie domu państwa Wawrzyniaków? Zdaniem pana Adama, powodem mogło być ujawnienie przez niego faktu, że sąsiad zabrał około 500 metrów kwadratowych z działki Wawrzyniaków.

- Częściowo w tym miejscu został wykopany staw. To się stało zanim kupiłem działkę. Wcześniej mieszkał starszy pan, który w to nie wnikał – wyjaśnia mężczyzna. I dodaje: - Gdyby sąsiad się ze mną dogadał, to bym mu to odsprzedał. Zmienilibyśmy tylko w księgach, że mam 1800 metrów, a nie 2300, żebym nie musiał za to płacić. Bo z dziurą ze stawem, co miałbym zrobić? To jest kupa ton ziemi, żeby to zasypać, żebym miał normalne podwórko.

Pan Adam zaznacza, że nawet nie zdążył o tym porozmawiać z sąsiadem.

Zobacz reportaż Uwagi! >>>