Po usłyszeniu diagnozy, rodzice autystycznego Dawida robili wszystko, by chłopiec mógł normalnie funkcjonować.

- Jego potencjał był oceniany wysoko. Wydawało się, że będzie robić postępy. I na początku je robił, był nawet integrowany w przedszkolu ogólnodostępnym. Z czasem jego stan był coraz gorszy. Miał coraz więcej zachowań agresywnych i autoagresywnych – mówi Małgorzata Rybicka, przewodnicząca Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym.

Koszmar zaczął się z chwilą, gdy Dominik skończył dziewięć lat.

- Syn wyrządzał krzywdę samemu sobie. Rzucał się z impetem na kolana, walił pięściami w ściany, gryzł siebie i wyrwał sobie praktycznie wszystkie włosy z głowy – opowiadają Kryniccy, rodzice chłopca.

Atakował także osoby, które się nim opiekowały. To wtedy Dominik pierwszy raz trafił do szpitala psychiatrycznego. Lekarze ustabilizowali chłopca, by mógł wrócić do domu. Niestety, jego stan się pogarszał.

- Jego zachowania autoagresywne były tak nasilone, że musieliśmy cały jego pokój wyłożyć specjalną pianką i wyciszyć tak, by w napadach furii nie zrobił sobie krzywdy – opowiadają rodzice Dominika.

W 2016 roku chłopiec ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywa do dziś. Decyzją lekarzy będzie musiał jednak opuścić placówkę, ponieważ nie są w stanie bardziej mu pomóc. Dominik jednak nie może wrócić do domu. Wymaga specjalistycznej opieki, której rodzice nie są w stanie mu zapewnić. Tymczasem nie ma w Polsce ośrodka, który chciałby go przyjąć.

- Wystąpiliśmy do wszystkich wojewodów z pytaniami o placówki, do których potencjalnie można by go przyjąć. Wysłaliśmy również pisma do 88 domów pomocy społecznej w województwie  pomorskim i województwach sąsiednich. Do tej pory dostaliśmy 80 odpowiedzi odmownych  - mówi Michał Guć, wiceprezydent Gdyni, który zaangażował się w pomoc Dominikowi i jego rodzicom.

 

Reportaż dziś w UWADZE!

Dodaj komentarz