7 grudnia 2017 / 19:50

Wypadł przez okno szpitala. "Wszystkie standardy są przestrzegane"

Panu Wiesławowi do emerytury brakowało już tylko kilku miesięcy, gdy doznał udaru mózgu. I gdy po ciężkiej walce o sprawność już prawie wyszedł na prostą, w szpitalu doszło do tragedii.

64-letni Wiesław Bulzacki - kochający mąż, ojciec czworga dzieci i wspaniały dziadek - jeszcze kilka miesięcy temu bawił się ze swoimi wnukami. Na co dzień pracował fizycznie naprawiając tramwaje, nigdy poważnie nie chorował.

- Byliśmy na działce. Wstał i mi się wywrócił. Usłyszałam huk - relacjonuje żona pana Wiesława, Jadwiga Bulzacka. Jej mąż stracił przytomność i upadł na ziemię. Zaraz potem się ocknął, ale nie mógł utrzymać równowagi, dlatego pani Jadwiga wezwała pogotowie. Lekarze zabrali mężczyznę na oddział udarowy.

"Tak się cieszył"

Jak okazało się w szpitalu, skutkiem udaru była psychoza poudarowa prześladowcza. Mężczyzna wpadał w paranoję, buntował się, bywał agresywny. Dlatego przyjmował specjalne leki, był pod stałą obserwacją.

Po dwóch tygodniach jego stan ustabilizował się. Pan Wiesław miał jednak wciąż niedowład prawej strony ciała, dlatego potrzebna była rehabilitacja ruchowa. Rodzina pana Wiesława podkreśla, że ze szpitala jej ojciec wypisany był w stanie dobrym.

- Jeszcze mąż się tak cieszył: "no, wreszcie, będę z dzieciakami i z wnukami" - wspomina żona pana Wiesława i dodaje, że mężczyzna planował także wakacyjny wyjazd i pobyt na działce.

Pan Wiesław trafił do innego szpitala gdzie rozpoczął rehabilitacje. Tam nie przyjmował już leków na psychozę.

- Przez te dwa tygodnie, jak się rehabilitował, leki się wypłukały z organizmu. Psychoza poudarowa wróciła - mówi Urszula Chłopot, córka pana Wiesława.

Wg neurochirurgów pacjent z psychozą poudarową nie może być zostawiony sam sobie. Potrzebuje leków uspokajających, stałej opieki i nadzoru, czasem stosuje się też zabezpieczanie pasami.

Według pani Jadwigi jej mąż przypięty pasami został tylko w chwili, gdy ona była w odwiedzinach. - W piątek jak byłam, to już nie był poprzypinany - wspomina.

"Nie upilnowało się"

W sobotę rano doszło do tragedii. Zakrwawionego i nieprzytomnego Pana Wiesława znaleziono na chodniku pod oknem jego sali.

- Całe zdarzenie było po godzinie 7. Policjanci zostali poinformowani o incydencie w jednym z bydgoskich szpitali. Ze zgłoszenia wynikało, że z sali chorych wypadł przez okno mężczyzna - mówi Przemysław Słomski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

- Codziennie byłam u niego, dzień w dzień. I co zrobić, nie upilnowało się - płacze pani Jadwiga. - Ja osobiście to okno otwierałam. Nie byłam w stanie szarpnąć, żeby je otworzyć. Jak człowiek po udarze był w stanie otworzyć sobie okno? - pyta pani Urszula.

Pan Wiesław z ciężkimi obrażeniami głowy i krwiakami wewnątrzczaszkowymi został przetransportowany na neurochirurgię, gdzie od razu przeszedł poważną operację. Jego stan lekarze określali jako krytyczny. Mężczyzny nie udało się uratować. - Tata nie żyje od północy. W nocy mama dostała telefon, że ustała akcja serca. Serce przestało bić. Tatę musieli odłączyć - mówi pani Urszula.

Medycy, którzy powinni byli zajmować się panem Wiesławem w czasie, kiedy był on na oddziale, nie chcą sprawy komentować. Odsyłają do kierownictwa szpitala.

Postępowanie prokuratury

Rodzina, wiedząc że pan Wiesław przebywa w szpitalu, miała świadomość, że to ostatnie miejsce w którym mogłoby dojść do jakiegoś wypadku. Kto zawinił i jak doszło do tego, że Pan Wiesław mimo nawrotu psychozy poudarowej nie został odpowiednio otoczony opieką, wyjaśnia prokuratura.

- Prokuratura w tej sprawie wszczęła śledztwo w dwóch kierunkach: po pierwsze doprowadzenia do targnięcia się na swoje życie, czyli doprowadzenie do samobójstwa tego pacjenta, oraz ewentualnych zaniedbań w zakresie opieki nad nim przez personel szpitala - mówi Włodzimierz Marszałkowski z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. Jak dodaje, sprawdzane są też procedury, jakie powinny być zastosowane wobec pana Wiesława.

- Mogę państwa zapewnić, że wszelkie standardy opieki nad pacjentem są w naszym szpitalu przestrzegane. Postępowanie prowadzą uprawnione do tego organy - mówi Justyna Straka, rzeczniczka Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy.

Komentarze

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

chciałbym sie dowiedziec czy cos wiadomo w tej sprawie? znam wiesia i na 1000 procent jestem pewien ze sam swiadomy by tego nie zrobił. kondolencje dla rodziny

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Witam chciałabym się dowiedzieć czy coś wiadomo w tej sprawie? Czy szpital zamiótł sprawe pod dywan wyrazy współczucia dla rodziny .

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          Teraz pytanie czy Pan leczył się na nadciśnienie , czy brał leki i stosował się do zaleceń lekarza?Ludzie muszą sobie uświadomić ,że z wiekiem może i ma prawo wystąpić choroba ,ale trzeba się badać i stosować do zaleceń lekarza. Przykry materiał. Kondolencje dla rodziny.

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              ~Gość

              To jakaś paranoja. Nawet w szpitalu nie jest sie bezpiecznym i otoczony opieka... Wyrazy wspolczucie dla rodziny Wiesia.... Pracowalem z nim wiele lat na zajezdni...

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  ~Gość

                  Z moim tatą w szpitalu w Łodzi było dokładnie tak samo, miał mieć sprawowana opiekę bo równie był bardzo agresywny po operacji nogi (miażdżyca) a okazało się że nikt się nim nie interesował. Tata z nogą po świeżej operacji w nocy podobno biegał po całym szpitalu. Masakra co to się wyprawia. Taras zmarł.

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      0
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        0
                      • zgłoś naruszenie
                      Pomoc | Zasady forum
                      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.