Od poniedziałku do piątku o godz. 19:50
Weekendy o godz. 19:45
Czy niańka zabiła dziecko?
4 czerwca 2005 19:25
Tą sprawą żyła cała Wielka Brytania. Gazety krzyczały, że polska opiekunka zabiła dziecko. Na długo przed rozpoczęciem się procesu już wydano na nią wyrok. Kim jest ta dziewczyna i czy była zdolna do popełnienia tak okrutnej zbrodni?
Ewa całe życie spędziła w małej wiosce w pobliżu Czaplinka. Pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. W 2003 roku jej chłopak ginie w wypadku samochodowym. Po jego stracie dziewczyna decyduje się na wyjazd do Anglii. To jedyny sposób, by zarobić na wymarzone studia i zapomnieć o tragedii.

To pierwszy wyjazd Ewy za granicą, również pierwszy pobyt w tak wielkim mieście i zetknięcie z obcymi kulturami. Ewa znajduje pracę u Nigeryjczyków, zaczyna opiekować się ich jedynym synkiem, czarnoskórym Jonatanem. Dziewczyna czuje się zagubiona.

- Początki miała trudne - mówi pani Jadwiga, znajoma Ewy. – Bo to człowiek jest w innym państwie, innym otoczeniu, skazany na siebie, bez najbliższej rodziny, bez taty, bliskich. Ale później się zaaklimatyzowała i czuła się bardzo dobrze.

Podczas gdy w Polsce Ewa uchodzi za zaradną i otwarta osobę, w Anglii jest inaczej. Ewa prawdopodobnie całe dnie przesiaduje w domu, sąsiedzi nie pamiętają, by kiedykolwiek wychodziła z dzieckiem na spacer.

- Ja nawet nie wiedziałam, że oni mieli dziecko! Naprawdę! Sama mam dziecko i kiedy usłyszałam tę historię – byłam zaszokowana. Moje dziecko chodzi do żłobka, to bardziej bezpieczne.

Co tak naprawdę stało się z małym Jonatanem? Z zapisek sądowych wiemy, że matka jak zwykle zadzwoniła do domu dowiedzieć się, co słychać u jej synka. Tego dnia nikt nie odebrał telefonu. Godzinę później przerażona niańka wybiegła z domu krzycząc, by ratować dziecko.

Co robiła przez ten czas z Jonatanem - nie wiadomo. Dziewczyna twierdzi, że dziecko spadło z łóżka. Jonathan na drugi dzień umiera w szpitalu. Ma pękniętą czaszkę i złamany kręgosłup.

W sądzie Old Bailey opiekunka w czasie przesłuchań mówi, że była źle traktowana przez rodzinę i pracowała ponad siły. Nie przyznaje się do winy i twierdzi, że to, co się stało, to okropny wypadek.

„Trzymałam go na rękach, tak, by mógł obserwować, co dzieje się za oknem. Wtedy obróciłam się, poczułam się słabo i zawróciło mi się w głowie. Jonathan wypadł mi z rąk. Usłyszałam głośne uderzenie. Jonathan wydawał dziwne dźwięki. Nie wiedziałam, co robić. Jego głowa zdawała się nie pasować do reszty ciała.”

Matka dziecka nie może zrozumieć, dlaczego Ewa nagle zaczęła twierdzić, że była przez nią źle traktowana.

- Traktowaliśmy ją bardzo dobrze jak tu mieszkała - mówi Sahar Adeleye. - Była tu przez pięć miesięcy. Jeśli nie byłaby tu szczęśliwa - dlaczego została tak długo? Ona czasem nawet naczyń nie umiała po sobie posprzątać, a z mojego łóżka nie wstawała przed 11 rano! Jeśli zdawało jej się, że miała za dużo pracy, przecież mogła odejść. Ja straciłam moje dziecko, a ona ma swoje życie.

Lekarze specjaliści podważają wersję Ewy twierdząc, że obrażenia nie powstały w wyniku upadku. Dziewczyna zmienia zeznanie, mówi, że wypuściła dziecko z rąk. To także wydaje się specjalistom mało prawdopodobne. Przed sądem wystawiają niekorzystne dla niej oświadczenie.

„… złamanie czaszki było najprawdopodobniej spowodowane działaniem z premedytacją… przyczyną śmierci był obrzęk mózgu spowodowany potrząsaniem i uderzeniem w głowę… Ilość obrażeń świadczy o celowym działaniu aniżeli o wypadku.”

Siódmego maja 2005, po prawie rocznym procesie, ława przysięgłych ogłosiła wyrok. Pomimo obdukcji lekarskich świadczących na niekorzyść niani – przysięgli uniewinnili dziewczynę.

Rodzice dziecka nie mogą zrozumieć wyroku.

- Wyrok zapadł, ja straciłam swojego syna a ona odzyskała swoje życie - mówi matka Jonatana. - Nie ma tu o czym rozmawiać. Pojawiła się w naszym domu, traktowaliśmy ją dobrze, a ona zamieniła nasze życie w koszmar. Zabiła mojego syna. To kłamczucha, złodziejka i morderczyni.

Ponieważ zeznania lekarzy ewidentnie obciążały opiekunkę, opinia publiczna w Anglii zbulwersowana jest wyrokiem.

- Wyrok świadczy o tym, że możesz zrobić wszystko niewinnemu dziecku, kiedy nie ma świadków i unikniesz odpowiedzialności - mówi Kathrin Sandler. Możesz nawet zabić go i nadal unikasz odpowiedzialności, jeśli nie było świadków.

Sąd przysięgłych nie musi uzasadniać wyroku, nie można się też od niego odwołać. Wyroki te niejednokrotnie są bardzo zaskakujące, bo wydawane są często pod wpływem emocji przez ławę przysięgłych, czyli ludzi niezwiązanych z prawem.

- Gdyby była sądzona w Polsce i sąd doszedłby do wniosku, że był to wypadek, że dziecko wypadło tej dziewczynie z rąk, że nie chciała zabić, byłaby również sądzona i byłaby skazana za nieumyślne spowodowanie śmierci - mówi prof. Piotr Kruszyński, profesor Katedry Prawa Karnego UW.
12
Oceń artykuł
 
50%50%
 

Zobacz również

"Nie chcę wyzdrowieć"
"Nie chcę wyzdrowieć"23 lipca 2014 19:50
Choroba Olgi zaczęła się 10 lat temu, gdy była jeszcze nastolatką. Chciała być szczupła jak jej koleżanki, ale odchudzanie nie wiadomo kiedy zamieniło się w anoreksję. Obecnie dziewczyna ma 21 lat i jest tak wyniszczona, że nie ma siły walczyć z chorobą. Na miejsce w szpitalu, gdzie leczy się anoreksję, czekać trzeba nawet trzy miesiące. Długo, biorąc pod uwagę fakt, że choroba często kończy się śmiercią.
więcej »
Kto rządzi częstochowskim szpitalem?
Wszechmocny medyczny kartel ma większy wpływ na działanie Szpitala Wojewódzkiego w Częstochowie niż dyrektor placówki. Kto go założył? Dlaczego dba on głównie o interesy lekarzy? I dlaczego, póki co, jest nie do rozbicia?
więcej »
Dramat mężczyzny zamkniętego w kobiecym ciele
Od 49 lat żyje w klatce, którą jest jego własne ciało. Jacek Grudkowski funkcjonuje i zachowuje się jak stuprocentowy mężczyzna, ale prawnie i biologicznie wciąż jest kobietą. Jego życie to pasmo walk o zrozumienie, akceptację i bycie w zgodzie z sobą. Takich osób, jak on, jest w Polsce dużo więcej. I choć ich sytuacja społeczna powoli się poprawia, to wciąż zmagają się z odrzuceniem przez rodzinę i przyjaciół, z nieprzychylnymi lekarzami i nieprzyjaznymi przepisami prawa.
więcej »
Bulwersujące zachowanie wychowawczyni z domu dziecka
Krzyk, wulgaryzmy, zastraszanie - na takie przykrości były narażone dzieci Domu Dziecka w Górcu pod Strzelinem. Bulwersujące jest to, że agresja spotykała dzieci ze strony wychowawczyni. Co było powodem tak niedopuszczalnych zachowań? Czy konsekwencje wobec nieodpowiedzialnej nauczycielki zostaną wyciągnięte?
wiecej »

Wyślij znajomemu

Polecana strona:http://uwaga.tvn.pl/7953,news,1,czy_nianka_zabila_dziecko,reportaz.html

Napisz do redakcji

Dotyczy strony:http://uwaga.tvn.pl/7953,news,1,czy_nianka_zabila_dziecko,reportaz.html