- Pierwszy raz miałem kontakt z narkotykami w piątej lub szóstej klasie szkoły podstawowej. Brałem amfetaminę. Wystraszyłem się, gdy dowiedziałem się o śmierci kolegi z ławki – opowiada młody chłopak.
Podczas policyjnej akcji w jednej ze szkół w Gliwicach, pies wytropił haszysz. Dwóch szkolnych dilerów w kajdankach odwieziono na komendę.
- Dilerzy uczą się w szkole. Dlatego dostęp do narkotyków jest łatwy – mówią uczniowie szkół.
- Zatrzymywaliśmy 13, 15, 17-latków – przyznaje oficer operacyjny policji.
Młodzież coraz częściej i coraz odważniej przychodzi na lekcje pod wpływem narkotyków.
- Palę trawkę każdego dnia w trakcie zajęć. Lekcje są nudne – przyznaje się gimnazjalista.
Uczniowie nie boją się ani nauczycieli, ani strażników miejskich, którzy odwiedzają szkoły z psem.
- Świadczy to o braku skuteczności pedagogiki szkolnej – uważa Eugeniusz Śniegowski, dyrektor Zespołu Szkół nr 37 w Warszawie.
Młodzież wie, gdzie można kupić narkotyki, zna ich ceny, nazwy i reakcje po ich zażyciu. Taką wiedzą nie może pochwalić się zbyt wielu nauczycieli. Dlatego często trudno ocenić im, czy uczeń znajduje się pod wpływem środków odurzających.
- Zmęczenie tłumaczą, że spędzili dużo czasu przed komputerem. Że do późna odrabiali lekcje – tłumaczy nauczycielka Danuta Wagas.
Również rodzice często pozostają obojętni na narkotykowe problemy swoich dzieci.
- Mieliśmy pomysł, aby wprowadzić narkotesty do szkoły. Zaproponowaliśmy to rodzicom, ale się nie zgodzili – powiedziała Anna Pawłowska, dyrektor Gimnazjum im. Gen. Maczka w Warszawie.
Na alarm biją jednak lekarze.
- Zdarzają się przypadki osób bardzo młodych, które są hospitalizowane ze świeżym zawałem serca, niestabilną chorobą wieńcową po zażyciu na przykład kokainy. Jesteśmy zatrwożeni, że trafiają do nas coraz młodsze osoby z dolegliwościami kardiologicznymi, z powodu zażycia różnych substancji – tłumaczy Krzysztof Filipiak z Kliniki Kardiologii Akademii Medycznej w Warszawie.