Od poniedziałku do piątku o godz. 19:50
Weekendy o godz. 19:45
Urzędniczka: Nie żal mi tego psa
21 września 2013 19:45
Przywiązywane do drzew, porzucane na pustkowiach, wyrzucane z aut na stacjach benzynowych. Tak często kończą psy, które znudziły się już swoim panom. Niektóre z tych zwierząt są tak bardzo przywiązane do swoich właścicieli, że wiernie czekają na ich powrót w miejscach, gdzie zostały zostawione. Jeden z takich psów zamieszkał na stacji benzynowej w okolicach Serocka. Najpierw porzucili go właściciele, potem nie chcieli się nim zaopiekować urzędnicy, których zobowiązuje do tego prawo.
Wideo (1/1)
Urzędniczka: Nie żal mi tego psa
O psie mieszkającym na stacji benzynowej powiedzieli nam Warszawiacy, którzy natknęli się na niego wracając z weekendu. Przez ponad godzinę, podobnie jak reporterka „Uwagi!”, usiłowali zainteresować jego losem funkcjonariuszy straży miejskiej i policji.

- Zadzwoniliśmy do straży miejskiej. Ale strażnika nie interesowała ta informacja, bo była to niedziela. Rozłożyli ręce i powiedzieli, że może w poniedziałek ktoś przyjedzie – opowiada Kamila Wronowska.

- To, że przychodzi na stację, bo dostaje resztki z restauracji, to nie jest powiedziane, że nie ma właściciela. My tego psa nie zabierzemy, bo nie ma takiej potrzeby – mówi Anna Kamola, kierowniczka Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Serocku.

Ponieważ miejscy urzędnicy również nam odmówili interwencji, poprosiliśmy o pomoc „Pogotowie dla zwierząt" - organizację pozarządową. Tylko dzięki temu, w przeciągu zaledwie kwadransa, dla psa znalazło się miejsce w pobliskiej fundacji, która zajmuje się porzuconymi zwierzętami.

- Ludzie wyjeżdżają na urlopy i jedyny sposób - pozbyć się psa i po prostu go zostawiają. Nie zdarzyło się, żeby właściciel wrócił po psa koczującego na poboczu – zapewnia Iwona Kowalik, Fundacja Przyjaciele Braci Mniejszych.

Zapobieganie bezdomności zwierząt to ustawowy obowiązek gminy. Postanowiliśmy sprawdzić, czy burmistrz Serocka zdaje sobie sprawę, że jego urzędnicy ignorują sygnały o porzucanych zwierzętach.

- Proszę mi nie zawracać głowy bezdomnymi psami. Są urzędnicy w Serocku to pani wszystko wytłumaczą – stwierdził Sylwester Sokolnicki, burmistrz Miasta i Gminy Serock.

- Dostałam informację w poniedziałek. Ja nie pracuję całodobowo. Jak są nagłe przypadki powypadkowe czy pies jest agresywny to odławiają. Nie żal mi tego psa. Nie rozumiem reakcji szybkiej ludzi odnośnie psa, a jak widzą wycieńczoną osobę to nie reagują – powiedziała Anna Kamola, kierowniczka Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Serocku.

Pies mieszkający na stacji benzynowej nie był jedynym, którym nie zainteresowali się urzędnicy z Serocka. Kilka dni wcześniej do lekarza weterynarii przywieziono skrajnie wycieńczoną sukę.

Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt poinformował burmistrza Serocka, że odebrał psa, którym nie chcieli zaopiekować się urzędnicy. Nie pierwszy raz organizacja uznała, że samorządowcy nie wywiązują się z obowiązku zapobiegania bezdomności zwierząt.

- Dosyć często wysyłamy ostatnio do gmin wnioski o odebranie burmistrzowi danego miasta psa, za porzucenie, ponieważ nie udzielił mu pomocy. To jest klasyfikowane jako przestępstwo. Odbieramy zwierzęta zagłodzone. Nie są zainteresowani, odmawiają przyjęcia psa do schroniska – skomentował Grzegorz Bielawski, Pogotowie dla Zwierząt.

Przed dwoma laty znowelizowano ustawę o ochronie zwierząt. W teorii zapewnia ona większą opiekę nad porzuconymi czworonogami ze strony instytucji państwowych. Nawet dobre prawo nie zadziała jednak, jeśli urzędnicy, którzy powinni je stosować nie zmienią swojego stosunku do problemu, nie przestaną traktować praw zwierząt jako kosztownej fanaberii. Pies, który mieszkał na stacji, znalazł już nowy dom. Teraz nazywa się Luka.
Oceń artykuł
 
66%34%
 

Zobacz również

Niebezpieczne konsekwencje fałszywego donosu
Gdyby sprawę badał dzielnicowy być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Niestety gołosłownym doniesieniem zajęła się grupa funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego zajmująca się sprawami najcięższego kalibru.
więcej »
"Nie chcę wyzdrowieć"
"Nie chcę wyzdrowieć"23 lipca 2014 19:50
Choroba Olgi zaczęła się 10 lat temu, gdy była jeszcze nastolatką. Chciała być szczupła jak jej koleżanki, ale odchudzanie nie wiadomo kiedy zamieniło się w anoreksję. Obecnie dziewczyna ma 21 lat i jest tak wyniszczona, że nie ma siły walczyć z chorobą. Na miejsce w szpitalu, gdzie leczy się anoreksję, czekać trzeba nawet trzy miesiące. Długo, biorąc pod uwagę fakt, że choroba często kończy się śmiercią.
więcej »
Kto rządzi częstochowskim szpitalem?
Wszechmocny medyczny kartel ma większy wpływ na działanie Szpitala Wojewódzkiego w Częstochowie niż dyrektor placówki. Kto go założył? Dlaczego dba on głównie o interesy lekarzy? I dlaczego, póki co, jest nie do rozbicia?
więcej »
Bulwersujące zachowanie wychowawczyni z domu dziecka
Krzyk, wulgaryzmy, zastraszanie - na takie przykrości były narażone dzieci Domu Dziecka w Górcu pod Strzelinem. Bulwersujące jest to, że agresja spotykała dzieci ze strony wychowawczyni. Co było powodem tak niedopuszczalnych zachowań? Czy konsekwencje wobec nieodpowiedzialnej nauczycielki zostaną wyciągnięte?
wiecej »

Wyślij znajomemu

Polecana strona:http://uwaga.tvn.pl/64963,news,,urzedniczka_nie_zal_mi_tego_psa,reportaz.html

Napisz do redakcji

Dotyczy strony:http://uwaga.tvn.pl/64963,news,,urzedniczka_nie_zal_mi_tego_psa,reportaz.html