Państwo Kawkowie są dziadkami 2,5-letniego Kuby. Od miesięcy nie widzieli wnuczka, ponieważ ich syn rozwiódł się z matką chłopca. Na początku stycznia dowiedzieli się, że ich wnuk w ciężkim stanie, z licznymi śladami pobicia trafił do szpitala.
- Wygląda bardzo źle. Jest opuchnięty, na słowa mało reaguje. Nie wiek, jak można skatować tak małego dzieciaka – mówi Marian Kawka, dziadek Kuby.
- To jest jeden wielki siniak, bo co dziecko ma tego ciała na sobie? On jeszcze taka chudzina jest. Tylko leży i skrzeczy, nawet nie ma siły płakać – dodaje Magdalena Kawka, babcia Kuby.
Kuba trafił na oddział intensywnej terapii słupskiego szpitala, ponieważ tracił przytomność. Lekarze zauważyli u niego liczne ślady potłuczeń. Medycy przeprowadzili dwie trepanacje czaszki. Personel szpitala był wstrząśnięty stanem tego małego dziecka.
- Nawet pielęgniarki, dla których to jest codzienność, były w szoku. Tutaj lały się łzy i wyrazy współczucia – mówi Raszard Stus, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku.
Chłopczyk był pod opieką 38-letniego Jacka D. Według ustaleń policji to on najprawdopodobniej skatował Kubę.
- Podczas zatrzymania mężczyzna tłumaczył, że dziecko jest bardzo żywotne, energiczne i te obrażenia powstały na skutek takich zachowań. Mówił, że dziecko mogło spaść z łóżka, uderzyło się podczas biegania. Wszyscy wiemy, że takie obrażenia nie powstają na skutek upadku z łóżka – mówi podkom. Robert Czerwiński, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Słupsku.
Prokuratura nie uwierzyła w takie tłumaczenia Jacka D.
- Przyznał się, że otwartą dłonią uderzał w policzek to 2,5-letnie dziecko. Natomiast wykluczył, że mógł bić go w głowę, co miało spowodować krwiak podtwardówkowy – mówi Jacek Korycki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
Jacek D. na miesiąc trafił do aresztu. Prokuratura powołała biegłego, który oceni czy obrażenia u chłopca powstały w wyniku pobicia.
- Jest to konkubent matki dziecka, która w czasie tego zdarzenia przebywała w Niemczech, gdzie pracowała. Zgodnie z umową między matką a podejrzanym, mężczyzna miał sprawować opiekę nad dzieckiem na czas wyjazdu kobiety. Ma wykształcenie wyższe pedagogiczne, z zawodu pedagog. Wypadałoby wymagać od niego więcej, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem – mówi Jacek Korycki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
Matką Kuby jest 22-letnia Sara K. Okazuje się, że kobieta zostawiła swojego 2,5-letniego syna pod opieką człowieka, którego poznała zaledwie kilka tygodni wcześniej. Sama na początku listopada wyjechała do Niemiec. Wróciła dopiero po tej tragedii. Nie chciała rozmawiać przed kamerą z reporterami UWAGI.
Już od dłuższego czasu ojciec Kuby nie żył z jego matka. Mimo, że występował o kontakty z synem, matka utrudniała mu spotkania z Kuba. Pan Adrian założył nowa rodzinę i opiekuje się dwójką dzieci swojej konkubiny. Jego małżeństwo z Sarą K. formalnie zakończyło się przed trzema miesiącami.
- To ja zajmowałem się synem. Wracałem z pracy, myłem go, przebierałem. Żona siedziała z koleżankami i paliła papierosy w kuchni. A mały leżał w łóżeczku i płakał, jedzenie mu się ulewało. Ale w sądzie zostało to przedstawione inaczej – opowiada Adrian Kawka, ojciec Kuby.
Oboje rodzice podczas małżeństwa mieli problem z alkoholem i narkotykami. Dlatego po rozwodzie sąd ograniczył im prawa rodzicielskie. Mimo tego opiekę nad Kuba powierzył Sarze K. Przyznał jej też kuratora. Niestety, ten nie nawiązał z nią kontaktu, bo kobieta wyjechała do Niemiec nie informując o tym sądu mimo że miała taki obowiązek.
Dziadkowie Kuby, państwo Kawkowie, mają dwóch synów. Młodszy jest od urodzenia niepełnosprawny. Kiedy usłyszeli, że starszy syn będzie miał dziecko, a oni wnuka byli bardzo szczęśliwi.
- Syn był w żonę zapatrzony. Wszystko zaczęło się psuć jeszcze w ciąży i po urodzeniu dziecka. Żona syna brała butelkę z wodą i waliła się nią po ciężarnym brzuchu. Zamknęła się w łazience, najadła się tabletek. Wzywaliśmy pogotowie, bo baliśmy się, że poroni. Zabrali ją do szpitala, ale wypisała się na własne żądanie - mówi Magdalena Kawka, babcia Kuby.
Dziadkowie Kuby postanowili, że zrobią wszystko, by stać się dla Kuby rodziną zastępczą.
- Musimy w końcu w tej sprawie zrobić coś konkretnego. Możemy Kubie stworzyć normalny dom - mówi dziadek Kuby.
Kuba jest obecnie w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Trafił tam kilka dni temu, ponieważ nie zasklepiała się czaszka po operacjach. Lekarze lada moment mają zdecydować o tym, czy Kubuś będzie musiał przejść kolejny zabieg. Sąd wszczął postępowanie o pozbawienie władzy rodzicielskiej i umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej.
O opiekę nad Kubą starają się: matka, ojciec, dziadkowie oraz prababcia.