Położone w centrum Polski Korabiewice to przykład kompletnej bezradności urzędniczej w opiece nad zwierzętami. Mimo kolejnych sygnałów o krzywdzie, która dzieje się zwierzętom, postępowania prokuratorskiego, a nawet cofnięcia pozwolenia na prowadzenie schroniska, psy nadal umierają tam opuszczone przez ludzi.
- Gdy szczeniaki zaczynają wychodzić z nor, są zagryzane przez inne psy. Niewielkiej ilości udaje się przeżyć – mówi wolontariuszka pomagająca zwierzętom ze schroniska w Korabiewicach.
Psy ze schroniska w Korabiewicach uratowane przez wolontariuszy Fundacji ViVa są już pod opieką weterynarza. Można je adoptować. Więcej informacji o psach do adopcji na stronie
pogotowiedlazwierzat.pl/korabiewice
Schronisko w Korabiewicach stało się głośne w styczniu tego roku, kiedy TVN24 ujawnił, że prowadząca placówki Magdalena Szwarc przestała radzić sobie z gigantyczną ilością zwierząt. Prokuratura wszczęła przeciwko niej śledztwo, a samorząd cofną jej zgodę na prowadzenie schroniska. W niczym niestety nie zmieniło to sytuacji zwierząt, które wegetują tu w coraz gorszych warunkach. Kobieta wciąż trzyma około 500 psów, kotów i innych gatunków traktując wszystkie zwierzęta jak swoją własność. Władze lokalne ani służby weterynaryjne nie podjęły żadnych stanowczych kroków, aby powstrzymać dramat zwierząt w Korabiewicach. Samorząd ograniczył się do standardowych kontroli i wniosków, które niewiele zmieniły.
Jedynymi osobami interesującymi się tym tematem są spontanicznie organizujący pomoc wolontariusze. Ekipa TVN Uwaga! była obecna podczas jednej z akcji mającej zaalarmować o losie zwierząt z Korabiewic