Ewa Demarczyk to najwybitniejsza polska wokalistka. W swoim repertuarze miała ponad pięćdziesiąt piosenek. Większość z nich przeszła do historii polskiej sztuki. "Tomaszów", "Groszki i róże", "Karuzela z madonnami", "Na moście w Avignon", "Wiersze Baczyńskiego", "Grande Valse Brillante" - można przypominać sobie jeszcze wiele tytułów.
Odnosiła sukcesy na całym świecie. Pięć lat temu zakończyła karierę. Prawie w ogóle pokazuje się publicznie, unika mediów, nie spotyka z dawnymi przyjaciółmi. Nie wiadomo nawet, gdzie mieszka.
Próbowaliśmy umówić się na spotkanie z Ewą Demarczyk. Zdobyliśmy tylko jej adres mailowy.
Jednego z ostatnich wywiadów artystka udzieliła Edwardowi Miszczakowi. Kilka lat temu w programie "Ludzie w drodze" mówiła: - Nie jestem na sprzedaż. Tylko kiedy wychodzę na scenę, jestem od początku do końca do dyspozycji publiczności.
Ten wywiad został przeprowadzony w czasie, gdy nazwisko Ewy Demarczyk po latach ciszy znów pojawiło się w mediach. Nie za sprawą występów, ale kontrowersji wokół jej teatru. Była to jedyna w Polsce państwowa scena i studio stworzone dla jednej osoby. Jednak artystka nigdy nie dała tam żadnego koncertu ani nie nagrała płyty. Gdy pojawili się właściciele budynku, Ewa Demarczyk nie uznała ich i przestała płacić czynsz. W atmosferze skandalu teatr został wyeksmitowany na bruk.
Ewa Demarczyk nie spotyka się nawet z dawnymi przyjaciółmi z Piwnicy pod Baranami. W tym legendarnym kabarecie zaczęła się jej kariera. Twórca i konferansjer Piwnicy Piotr Skrzynecki ściągnął ja z kabaretu "Cyrulik". Demarczyk ukończyła szkołę aktorską, ale jako aktorka nigdy nie występowała. Kto wie, jak potoczyłaby się jej kariera, gdyby nie Skrzynecki.
Przyjaciele z piwnicznych czasów wspominają Ewę Demarczyk jako dziewczynę bezpośrednią i sympatyczną, chociaż wybuchową.
- Była bardzo wesołą, fajną kobitą – mówi piosenkarz i kompozytor Zbigniew Wodecki. – Kiedy jeździliśmy na występy, uwielbiała dużo mówić, bawić nas, sypała anegdotami. Ale już na próbach całkiem się zmieniała, zaczynała grać.
Swoje życie osobiste już wtedy szczelnie oddzielała od kariery. O jej małżeństwach – miała ich dwa – nikt wiele nie wiedział zbyt wiele.
- Jej kontakty rodzinno – małżeńskie zawsze były nietypowe – mówi Zygmunt Konieczny. – Uważałem, że skoro była dziwną osobą, to jej mężowie też mogą być dziwni.
Za pierwszym mężem, skrzypkiem, pojechała do Belgii. Wróciła sama. Następny, pozłotnik z Krakowa, okazał się pospolitym przestępcą. Okradał mieszkania krakowskich artystów. Ewa Demarczyk odwiedzała go w krakowskim areszcie na Montelupich. Ostatecznie wzięła z nim rozwód korespondencyjnie.
Po Ewie Demarczyk pozostały wspaniałe nagrania. Czy wróci jeszcze kiedyś na estradę, żeby zaśpiewać?
- Żal mi, że nie mogę nie tylko usłyszeć Ewy, ale i zobaczyć jej – mówi Marta Stebnicka, aktorka i profesor krakowskiej PWST. – Ale to jest jej sprawa. Szanuję to.