Od poniedziałku do piątku o godz. 19:50
Weekendy o godz. 19:45
Dobre i złe strony domowego nauczania
7 października 2008 17:47
Polskie szkoły publiczne jeszcze nigdy nie cieszyły się tak złą sławą. Uczą powierzchownie i słabo utrwalają wiedzę, są pełne przemocy i agresji. Ci, których na to stać, posyłają swoje dzieci do szkół prywatnych. Są jednak i tacy, którzy szukają alternatywnych sposobów nauczania. Należy do nich edukacja domowa. Obecnie uczy się w ten sposób około siedemdziesięciu uczniów.
Wideo (1/1)
Dobre i złe strony domowego nauczania
Dziewięcioletni Bruno Karpa uczy się w domu. We wrześniu rozpoczął trzecią klasę szkoły podstawowej. I mimo że mamy już październik, koledzy z klasy widzieli ostatnio Bruna na rozpoczęciu roku. Dzięki domowemu nauczaniu w szkole może pojawić się tylko kilka razy w roku. Jego wiedzę zweryfikują dopiero egzaminy końcowe w czerwcu. Rodzice  Bruna otrzymali ze szkoły wytyczne dotyczące zakresu wiedzy, który jest wymagany od rówieśników syna. Teraz mogą uczyć chłopca w najlepszej dla dziecka porze dnia, w miejscu, które może pomóc w przyswojeniu wiedzy, np. w parku, muzeum, czy nawet podczas podróży służbowych rodziców.

- Bruno nie mógł się odnaleźć. Całe nauczanie i atmosfera w szkole dawały odwrotny efekt i coraz gorzej się uczył – mówi Paweł Karpa, tata chłopca.

Dyrektor szkoły Bruna, Dorota Kłodzińska, nie ma wątpliwości, że chłopiec nie tylko opanował wymagany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej program, ale znacznie go przekroczył. Jedyne, co budzi jej wątpliwości, to brak kontaktów Bruna z rówieśnikami.

- Intelektualnie rozwija się bardzo dobrze. Osiąga niesamowity zasób wiedzy. Można by jedynie dyskutować na ile rozwija się społecznie. Ale ciągnie go do klasy, są momenty, że wchodzi na różnego rodzaju imprezy, chciałby jechać z nimi na wycieczkę – mówi Dorota Kłodzińska.

Psychologowie są zgodni, że nauczanie domowe to skuteczna metoda, jednak bardzo izolująca dziecko, odzwyczajająca od kontaktów z rówieśnikami, rozwiązywania sporów czy nawiązywania przyjaźni.

- Jest to jakaś izolacja dziecka od normalnego życia. Chcemy czy nie chcemy ten świat składa się z różnych ludzi: niedobrych, głupich, wulgarnych. I z nimi też trzeba się nauczyć żyć - stwierdza Aleksandra Piotrowska, psycholog.

Monika Anulak  jest nauczycielką nauczania początkowego. Swoich synów, ośmiletniego Emiliana i sześcioletniego Gabrysia, woli uczyć w domu. Jej osobiste doświadczenia oraz obserwacja zachowań szkolnych rówieśników jej dzieci, spowodowały, że nauczanie domowe wydało jej się rozwiązaniem idealnym. Zwłaszcza, że mieszkają na wsi i każde wyjście do szkoły oznaczałoby codzienną wyprawę.

- Moje oddziaływanie będzie lepsze, kiedy przekazuję wiedzę dwójce dzieci, a nie trzydzieściorgu, które siedziałby w klasie – uważa Monika Anulak.

Jeszcze bardziej nowatorski wydaje się być sposób nauczania syna przez Annę Janicką – Galant. Przez trzy lata pani Monika podróżowała autostopem razem z synem. W ten sposób Przemek zamiast siedzieć w ławce, zwiedzał Włochy, Grecję, Turcję i Gruzję. W czasie wypraw chłopak poznawał język, geografię, historię i literaturę zwiedzanych krajów.

Korzyści jakie płyną z tego typu edukcji, po Przemku widać już dzisiaj. Chłopak jest teraz w drugiej klasie liceum, uczy się ośmiu języków obcych, z czego trzy zna w stopniu zaawansowanym. Sam decyduje kiedy i ile poświęca czasu na naukę.

 

Wątpliwości co do edukacji Przemka ma dyrektorka gimnazjum, do którego uczęszczał. Przyznaje, że był dojrzalszy od kolegów, jednak jego wiedza, choć bardzo szeroka, nie zawierała szczegółów potrzebnych do uzyskania bardzo dobrych wyników.

- Przemek najprawdopodobniej wie o wiele więcej niż jego rówieśnicy. Jednak, gdyby chodził do szkoły, na pewno z przedmiotów, w których teraz jest słabszy, również miałby piątki – komentuje Zofia Franek, dyrektor gimnazjum, które kończył Przemek.

Edukacja domowa nie ma na celu wyparcia szkolnictwa powszechnego. Doskonale je uzupełnia przyciągając rodziców zdolnych dzieci, które w szkole zrównałoby do średniaków.

W tej edukacji jest też szansa dla słabszych, zamkniętych w sobie dzieci, które w zwykłej szkole nie miałby szans i wyniosłyby więcej urazów niż wiedzy. Rodzice uczący dzieci w domu stworzyli już mini ruch społeczny. Doskonale współpracują między sobą w internecie. Wymieniają się informacjami, doradzają sobie w sprawach podręczników. Domowa edukacja to również możliwość skorzystania z wiedzy ekspertów, którzy uczą za darmo.
Oceń artykuł
 
83%17%
 

Zobacz również

Projekt in vitro
Projekt in vitro16 maja 2012 19:50
Pod koniec ubiegłego roku o tej sprawie było bardzo głośno. Radni Częstochowy zdecydowali się przyjąć prekursorski projekt prezydenta miasta dotyczący dofinansowywania zabiegów zapłodnienia In vitro. Po kilku miesiącach sprawdziliśmy czy projekt funkcjonuje i czy wciąż zapłodnienie in vitro ma tak wielu zagorzałych przeciwników.
więcej »
Śmieci mogą być sztuką
Śmieci mogą być sztuką16 maja 2012 16:15
Torby z gazet i banerów, fotele z beczek, żyrandol z bębna od pralki. Od zeszłego tygodnia w krakowskiej Galerii BB można oglądać nietypową wystawę "od - ZYSK". Polscy projektanci i grup projektowe prezentują swoje prace powstałe z odpadów i wybraków.
więcej »
Po reportażu UWAGI! Prokuratura Okręgowa w Gdańsku rozpoczyna postępowanie w sprawie sprowadzenia do Polski i składowania tysięcy ton rakotwórczego Heksachlorobenzenu. Groźną substancję zrzucono pod płotem spalarni odpadów niebezpiecznych Port Service w Gdańsku, około 100 metrów od Bałtyku.
więcej »
Zdobył zaufanie wielu niewinnych dzieci
Z jego pomocy korzystało wiele dzieci z niezamożnych rodzin i z domów dziecka. By im pomagać - założył fundację, dzięki której mogły wyjeżdżać na kolonie i wycieczki. Niestety, dla wielu z nich te wyjazdy okazały się koszmarem.
wiecej »

Wyślij znajomemu

Polecana strona:http://uwaga.tvn.pl/10929,news,,dobre_i_zle_strony_domowego_nauczania,reportaz.html

Napisz do redakcji

Dotyczy strony:http://uwaga.tvn.pl/10929,news,,dobre_i_zle_strony_domowego_nauczania,reportaz.html